„Razem mamy to, czego (oddzielnie) nie ma żaden z nas”

„Razem mamy to, czego (oddzielnie) nie ma żaden z nas”

DSCN4764To już drugi raz jak mogłam brać udział w wyjeździe „maciejkowym” jako opiekun – i za każdym razem jest to niesamowita lekcja, zarówno pokory, miłości do bliźniego, jak i doświadczenia wspólnoty. Podobnie jak kolonia, tak i ten rodzinny wyjazd nauczył mnie wiele nowego: o mnie, o dzieciach, o bliższych i dalszych znajomych, o duchowości, wdzięczności, o czynieniu dobra, trosce, otwartości, odpowiedzialności, cierpliwości, konsekwencji, umiejętności brania i dawania, dzielenia się, słuchania, obserwowania, bycia blisko z drugim człowiekiem, o sztuce zadzierzgania i podtrzymywania więzów… Niesłychanie ważny (i potrzebny!) trening, tym bardziej chciałabym wyrazić swoją dozgonną wdzięczność.

Ponadto widoki jakich mogliśmy doświadczyć, którymi mogliśmy nasiąkać, cieszyć oczy, radować duszę, chłonąć je pod spragnione powieki – bezcenne, nie do opisania. Pieniny, Tatry… (- i tutaj Pan Wiktor, specjalista od geografii, pewnie mógłby długo uzupełniać, dopowiadać szczegóły i ciekawostki).

Atrakcje, które dane nam było smakować – bezgraniczna frajda. Były przecież wycieczki do Poronina i Zakopanego, spacery po Krupówkach, zwiedzanie Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach, największa w Polsce wystawa klocków Lego, wyjazd nad zaporę na Dunajcu w Niedzicy (gdzie podziwialiśmy zamek w Niedzicy, widok na zamek Czorsztyn i Jezioro Czorsztyńskie), wjazd wyciągiem krzesełkowym na górę Wdżar w Kluszkowcach, zejście z jej zbocza i szaleństwa na torze saneczkowym, odwiedziny w Izbie Regionalnej „U Gąsienicy” w Murzasichle (gdzie poznaliśmy podhalańską kulturę, tradycję, historię, muzykę, stroje etc., wszystko obficie przeplatane góralskim humorem), zejście 135 metrów pod ziemię w kopalni soli w Wieliczce – a wszystko to ledwie ułamkiem jest tego, co przez ten tydzień dane nam było doświadczyć. Widzieliśmy długi orszak konny pędzący na góralskie wesele, uczestniczyliśmy w tradycyjnej góralskiej mszy i byliśmy świadkami jak nasz rodak wygrywa Tour de Pologne. Integrowaliśmy się podczas wspólnej modlitwy, wspólnych posiłków i rodzinnej zabawy (m. in.: familiada, mam talent, kalambury, skecze, bal przebierańców, tańce i śpiewy, basen). Odwiedził nas Pan Dominik z małżonką, Panią Marleną. Na koniec zdolne mamy upiekły pyszne torty – w ramach podziękowań. Wszystko co dobre ma jednak zawsze swój koniec…

Cały wyjazd miał również jeszcze jeden ważny (najważniejszy bodaj!) aspekt. Miał wzmacniać Rodzinę – największą wartość, podstawową komórkę społeczną; zacieśniać więzy, oderwać od codziennych trosk, ucieszyć dorosłych i dzieci wspólnie spędzanym czasem. Po to by mocniej i pełniej zrozumieć pewne sprawy odbywały się warsztaty prowadzone przez Panią Małgorzatę – pedagoga, socjoterapeutę – „komunikacja” oraz „postawy rodzicielskie”. Był to Czas dla Rodziny, czas pogody ducha, miłości, radości, wdzięczności, ale i wspólnej modlitwy czy refleksji. Swoistego rodzaju eksperyment, który udał się wybornie i wszystkim przyniósł w darze coś niezwykle cennego.

Każdy wniósł w grupę coś wartościowego. „Razem mamy to, czego (oddzielnie) nie ma żaden z nas”, razem mamy wielką siłę i moc! Na ten przykład: pasjonaci gór (Pani Gosia i Pan Wiktor) dzielili się pomysłami na niezapomniane wycieczki, Pani Marta grała i śpiewała tak cudnie, że przeszywały nas dreszcze, Pani Ewa potrafiła „odnaleźć się” w każdej (sic!) sytuacji, ksiądz Sebastian rozbawiał największych ponuraków, a mamy (oraz jedna babcia) dzielnie radziły sobie (pomagając nawzajem jedna drugiej) z humorkami i kaprysami milusińskich. Niezapomniany, pełen ciepła, troski, wyrozumiałości, życzliwości i miłosierdzia czas.

Do tego wszystkiego mieliśmy wielkie wsparcie z Niebios. O ile pogodę można by nazwać taką sobie, to patrząc z innego punktu widzenia – mieliśmy wielkie szczęście. Wokół szalały nawałnice, burze, deszcze, były lokalne podtopienia, zerwane mosty, zalane drogi, ewakuowane w okolicy szpitale – a nas wszystko to łaskawie omijało. I zwiedzaliśmy bez problemów (i większych korków), i nawet kilkakrotnie mieliśmy możliwość kąpieli w basenie – to się nazywa „mieć znajomości U Góry”, prawda?

Podziękowania dla ofiarodawców i sponsorów dzięki którym ta niezwykła przygoda mogła stać się faktem, mogła połączyć tak wiele rodzin we wspólnym przeżywaniu i dać potrzebny odpoczynek, nadzieję i siłę na cały następny rok.

Było przecudownie! Dziękuję, dziękujemy!

**************************************************************

Na specjalne życzenie Siostry – zamieszczam wierszyk, który sklecony został na potrzeby konkursu rodzinnego „Mam talent” :

O wczasach rodzinnych Siostrze myśl po głowie chodziła,
a że Siostra na czczych pogaduszkach nie poprzestaje – dość prędko myśl owa się ziściła.
Zebrała Siostra Macieja maciejkowe rodziny, podopinała wszystko na ostatnie guziki
i w kaplicy u boromeuszek wznosiła gorące modły, by nie zostały pokrzyżowane te zacne i szlachetne szyki.
I tak, dzięki uporowi Siostry i szczodrych sponsorów hojności,
całe rodziny (a nie jak dotąd – jedynie dzieci) korzystać mogą z góralskiej gościnności.
Jest tu pyszne jedzenie, dobra, życzliwa atmosfera,
furtka prowadząca ku niebu przed nami się otwiera.
Wspólnie się bawimy, razem modlimy,
zwiedzamy okolice, radością i smutkami się dzielimy.
I pomyśleć tylko, że ten cudny wypoczynek, tę odskocznię, na możliwości świeże spojrzenie,
zrodziło jedno małe, malutkie jeno marzenie,
które następnie – niczym lawina – na sile wzbierało,
aż wreszcie słowo ciałem się stało.
Siostro, z całych serc naszych serdecznie dziękujemy,
za to, że wszyscy razem być tutaj możemy! (…)

W urokliwym Białym Dunajcu trwają rodzinne wczasy,
świetnie bawią się tu dorośli, młodzież, dzieci, a nawet bobasy.
Siostra Macieja – Dyrektorka tego cudnego zamieszania –
jak zawsze wszystko wspaniale ogarnia.
Pomaga Jej Siostra Petra, serdeczna i miła,
w której iskra boża pożar talentu plastycznego roznieciła,
każdorazowo więc plan dnia przyozdobiony jest małymi dziełami,
by milej się czytało, co jeszcze jest przed nami.
Jest też „kapelan imprezy” – ksiądz Sebastian Bratek,
który z werwą, wigorem i humorem podchodzi do wszystkich dziatek.
A żeby było weselej – rodzina wyjątkowa nam towarzyszy –
Pani Gosia jest pedagogiem, socjoterapeutą, Pan Wiktor zaś, geograf, wyraźnie Ducha Gór słyszy,
prawdziwi z nich pasjonaci,
sami chyba przyznacie?
Kiedy zaś czas milusińskim trzeba jakoś zorganizować,
panie opiekunki będą śpiewać, tańczyć, czytać, recytować:
pani Ania weźmie na ręce, pani Marta zagra na gitarze,
a pani Ewa od czasu do czasu… zagubi się (jak tradycja już każe).
Rodzice odpoczną od domowych obowiązków, w grupie dzieci się pobawią,
wszyscy – jak jeden brat czy siostra – razem Jezusa wysławią.
Wcale, wcale, a wcale się tutaj nie nudzimy,
bo tu jest naprawdę dobry klimat dla Rodziny!

Anna Jełłaczyc

Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji:

Galeria